Kronika obozowa Brenna 2015

 

 

Kronika obozowa Brenna 2015

 

 

 

Dzień 1 Piątek 09.10

 

Nim pierwsze promienie słońca przywitały nas swoim ciepłym blaskiem ruszyliśmy w krótką, aczkolwiek przemiłą podróż, znanym nam już autokarem z zaprzyjaźnionym kierowcą. Na miejscu nie było czasu na chwilę wytchnienia gdyż obowiązkiem naszym była pomoc gospodarzowi oraz kierownikowi kuchni w przeniesieniu rzeczy do naszego domku, który znajduje się na niewielkiej, ale stromej górce na ul. Tłoczki. Po kilku rundkach wszystkie niezbędne rzeczy oraz nasze bagaże znalazły się na miejscu. A propos jedzenia obsada i kierownik kuchni zadbali o nasze puste żołądki serwując nam pyszne kotlety mielone. Nie zwlekając udaliśmy się na małą wycieczkę na Kopce Wiślańskie, która okazała się dla niektórych nie lada wyzwaniem, dla innych zaś była to bułka z masłem. Następnie odbyła się odprawa, po której wykąpani studzienną wodą udaliśmy się w kierunku łóżek lub podłogi.

 

 

 

Dzień 2 Sobota 10.10

 

Wstaliśmy o brzasku. Kierownik kuchni uraczył nas nieziemskimi kanapkami, do których dorzucił całą połówkę pomidora. Następnie wydane zostały konserwy, chleb i wody. Tak uzbrojeni ruszyliśmy w kierunku autokaru, a ten zawiózł nas do podnóża Baraniej Góry. Spacerując ku szczytowi podziwialiśmy liczne kaskady, rzekę oraz piękno tamtejszej przyrody. Świeże powietrze wprawiło nas w pozytywny nastrój i mimo trudnej trasy nie opuszczał nas dobry humor. Z Wisły Czarne, przez Chatalonki, Pod Wyszną Wrota i Bramę Kubisza dotarliśmy na Baranią Górę. Na samej górze okazało się, że możemy wejść na taras widokowy, krajobraz był zniewalający. Nie obyło się bez zdjęć. Powrót przebiegł równie ciekawą trasą z Baraniej Góry przez Magurkę Wiślańską, Gawlas, Cienków Wyżni, Cienków Postrzedni doszliśmy do Cieńkowa, której zwieńczeniem była podwózka całej grupy autokarem do swoistej Ziemi Obiecanej społeczności wychowanej w erze konsumpcjonizmu pospolicie zwanej supermarketem. Czujni somici ze swoim niezawodnym kierownikiem na czele nie przepuścili żadnej niedozwolonej rzeczy. Po powrocie okazało się, że nasz obiad w postaci zupy kalafiorowej skisł, lecz nie trapiąc się tym długo odgrzaliśmy znany nam z rocznicy ośrodka bigos, , którego wprost nie mogliśmy się doczekać. Po odprawie część z nas poszła smażyć kiełbaski nad ogniskiem tuż pod naszą chatką, a reszta postanowiła zaczerpnąć kąpieli i zająć się relaksem i odpoczynkiem.

 

 

 

Dzień 3 Niedziela 11.10

 

Uraczeni owsianką i w pełni przygotowani udaliśmy się autokarem do Wisły – miasta artystów i sportowców. Zachwyceni samą nazwą parku linowego „ Przygoda Park” przemierzaliśmy jego niezwykle zaskakujące trasy jedna po drugiej, niektórzy kilkakrotnie tę samą. Nie obyło się bez rannych, lecz nikt nie zginął. Radości było co niemiara gdy ogłoszono czas wolny i dobrani w grypy ruszyliśmy na podbój tego uroczego miasta. Centrum Wisły to piękny rynek, połączony z deptakiem, uroczy park, w którym można zachwycić się dziełami Wiślańskich rzeźbiarzy, przejść się brzegiem rzeki Wisły, odwiedzić amfiteatr, zobaczyć miniatury kilku polskich zamków wykonanych z mozaiki, spróbować regionalnych dań z kilku miejscowych restauracji i przydrożnych budek lub skorzystać z licznych atrakcji turystycznych, jak np. lokalne muzeum, galeria sztuki, a także targ miejski. Wszyscy o ustalonej porze spotkaliśmy się pod autokarem, by zaznać relaksu na krytym basenie umiejscowionym w czterogwiazdkowym Hotelu Gołębiewski. Tam czekały na nas genialne zjeżdżalnie, gorące jacuzzi oraz wiele innych atrakcji. Czego najmniej się spodziewaliśmy to kąpiel z bąbelkami na zewnętrznym tarasie z pięknym widokiem na okoliczne wzgórza. Po kilkudziesięciu minutach świetnej zabawy wróciliśmy do naszej

 

chatki , by napełnić nasze żołądki tradycyjnym rosołem oraz naprawdę udanym spaghetti. A gdyby ktoś uznał, że atrakcji tego dnia było za mało zwieńczyliśmy go wspólnym wypadem na mecz

 

Polska – Irlandia ( 2-1) do pobliskiej restauracji. Fani piłki nożnej przeżyli niezapomniane emocje. Tuż po powrocie odbyła się odprawa trwająca do późnych godzin nocnych.

 

 

 

Dzień 4 Poniedziałek 12.10

 

Wstaliśmy nieco później niż zwykle, przywitani miękkim, białym puchem spadającym z nieba. Widok za oknem był bajeczny. Po śniadaniu wzięliśmy się za sprzątanie oraz porządki na poddaszu i terenie wokół domu. Wszystko poszło sprawnie i już około godz. 15:00 mieliśmy fajrant. Sportowa natura naszych kolegów zaprowadziła ich na halę sportową obok Szkoły Podstawowej nr 1 w Brennej, gdzie oddawali się swojej pasji, nie szczędząc sił i wieńcząc to zimnym prysznicem, którego kilka osób, pozostałych w domku szczerze im pozazdrościło. Ci mniej zafascynowani aktywnym wypoczynkiem oddali się grom planszowym oraz karcianym. Po spożyciu pysznej fasolki po bretońsku odbyła się odprawa, po której zakończeniu w dobrym humorze udaliśmy się do łóżek w o wiele większym niż zwykle gronie gdyż osoby śpiące do tej pory na poddaszu zostały rozmieszczone w dwóch pokojach znajdujących się na parterze.

 

 

 

Dzień 5 Wtorek 13.10

 

Tego dnia zaplanowaliśmy wycieczkę na szczyt góry Klimczok, mierzącej 1062 m n.p.m. Doświadczeni już ostatnią wycieczką prężnie zebraliśmy się do autokaru. Szlak okazał się niezwykle stromy, o ciekawej trasie, okraszony niezwykłą różnorodnością uroków natury i pięknych widoków. Tuż pod samym szczytem zatrzymaliśmy się w schronisku PTTK na gorącej herbacie. Po wejściu na szczyt góry odbyła się scenka urodzinowa dla naszego kolegi „Nierobieja” Zachwytom nie było końca. Wracając co chwila doświadczaliśmy głębokiego podziwu niesamowitym krajobrazem. Po dotarciu do centrum Brennej i szybkich zakupach wróciliśmy do naszego domku, by zorganizować kolację, odprawę oraz integrować się z kolegami i koleżankami z terapii przy kubku herbaty i miłej, szczerej rozmowy.

 

 

 

Dzień 6 Środa 14.10

 

O poranku pełni entuzjazmu ruszyliśmy w poszukiwaniu powojennych bunkrów ukrytych na zalesionym wzgórzach w okolicach naszego domku. Idąc pieszo przy ruchliwej ulicy SOM wykazał się wzmożoną czujnością, więc czuliśmy się bezpiecznie. Docierając w domniemane miejsce lokalizacji owych bunkrów niespodziewanie przeżyliśmy rozczarowanie, gdyż nie potrafiliśmy ich znaleźć. W dół schodziliśmy ze spuszczonymi głowami, jednak szybko odzyskaliśmy dobry nastrój, który straciliśmy zaraz po poleceniu znoszenia rzeczy gospodarza oraz prywatnych do autokaru. Jednocześnie wyznaczone osoby dbały o przygotowanie posiłków oraz pozostawienie porządku po użytkowaniu wynajętego domku. Wszystko przebiegło sprawnie i już o godzinie 14:00 skończyliśmy. Krótką drogę do domu umilił nam film z gatunku kina familijnego. W domu zostaliśmy serdecznie powitani przez kolegów i koleżanki z ośrodka.

 

 

 

Kronikarki Sylwia & Kalina

 

Zdjęcia do obejrzenia na naszym profilu FB

https://www.facebook.com/monar.debowiec/posts/435302633340388